Nadszedł czas, żeby napisać coś o cały czas popularnej Zumbie! Jestem pewna, że wszyscy z Was już zetknęli się z tą formą ruchu przynajmniej ze słyszenia. Moja przygoda z zumbą zaczęła się już prawie 4 lata temu. Miałam to szczęście, ze od razu trafiłam do bardzo fajnej instruktorki i natychmiast zakochałam się w tym połączeniu tańca i aerobiku.

W moim przypadku może było troszkę łatwiej opanować szybkie tempo narzucane przez piosenki. Tańczyłam prawie 13 lat i jednak coś tam w głowie zostaje oprócz poczucia rytmu. Szybko udało mi się załapać kroki i mogłam czuć się swobodnie tańcząc. Ale zumba jest dobrym wyborem również dla osób, które do tej pory z tańcem miały niewiele wspólnego. Choreografie nie są najczęściej skomplikowane i opierają się na bazie podstawowych kroków. Z moich obserwacji wynika, że nawet osoby, które pojawiły się pierwszy raz na zajęciach dość skrępowane już po paru piosenkach tańczyły z uśmiechem na buzi.

Sama nie jestem miłośniczką zajęć, na których powtarza się te same ćwiczenia na kolejne partie ciała w seriach. Mnie takie zajęcia nudzą, tylko zerkam co jakiś czas na zegarek ile jeszcze do końca. A to nie o to przecież chodzi. Uprawiając jakikolwiek sport, ruszając się powinniśmy czerpać z tego przyjemność. Inaczej raczej możesz zapomnieć o systematyczności, a już z pewnością nie czeka Cię kop energetyczny podczas zajęć, czy tuż po nich. Na zumbie czas leci mi tak szybko, że zanim się obejrzę już trzeba wychodzić z sali, gdyż zajęcia dobiegły końca.

Dodatkowo w zumbie osobiście uwielbiam muzykę. Jest ona połączeniem salsy, samby, merengue, rumby, cha-cha, twista, tańca brzucha i wielu innych! To, sami musicie przyznać, bardzo urozmaicona mieszkanka jak na jedne zajęcia. Z taką różnorodnością stylów ciężko się nudzić! Jeszcze u mnie taki typ muzyki, szczególnie jeśli jest grana głośno, działa bardzo pobudzająco. Jeśli dodać do tego fajną grupę, uśmiechniętą instruktorkę i spalane kalorie to super forma ćwiczeń.

Podobno na jednych zajęciach można spalić około 600 kalorii. Nie wiem, czy to prawda, ale mogę zapewnić, że nawet jak spalicie „tylko” 300 to z takim uśmiechem, że będziecie mieli ochotę na kolejną godzinę tańca! Pokochacie tę formę ruchu i to nie tylko przez wgląd na ilość spalanych kalorii. Szczególnie polecam po ciężkim dniu w pracy, złym humorze lub jesienniej „depresji”,

Jeśli jeszcze ktoś nie spróbował to zachęcam serdecznie. Niezależnie od kondycji ,aktywności fizycznej i wieku warto się wybrać na zumbę i potańczyć. Widywałam już mamy z nastoletnimi córkami, młode kobiety wracające do formy po ciąży, a nawet babcie namówione przez wnuczki! Zachęcam nie tylko Panie! Panowie również często uczestniczą w zajęciach, a nawet niejednokrotnie sami są świetnymi instruktorami!

Tak się składa, że dziś będę brać udział w 3-godzinnym maratonie zumby. Już się nie mogę doczekać! 🙂

Udanej soboty!
a podpis

 

 

Follow

zBLOGowani.pl