Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu zorganizowanym przez CzekoAdę (dziękuję za taką możliwość 🙂 W skrócie celem akcji jest niedopuszczenie do jesiennego spadku nastroju, dzięki serii 3 wpisów na określone tematy. Jakiś czas temu pisałam o moich sposobach na jesienną chandrę, więc nie chcąc powielać postów potraktowałyśmy ten tekst jako zaliczone zadanie nr 1. Dziś przyszedł czas na dalszy ciąg. A konkretniej wpis pod hasłem „jesienny bohater”.

Gdy zobaczyłam temat, po krótkim zastanowieniu do głowy wpadł mi pomysł. Jak wiecie jesień jest dla wielu z Nas ciężkim okresem przejściowym między latem, a zimą. Ciężko nam się pożegnać z ciepłymi wieczorami i pogodzić z coraz krótszym dniem. Dlatego przedstawię coś, co dla miłośników czekolady i wszelkich łakoci będzie stanowić cudowną słodką przystań w jesiennej, szarej rzeczywistości.

Przepis co prawda jest w wersji bezglutenowej i bezmlecznej, ale z powodzeniem można zamienić mąkę jaglaną na pełnoziarnistą pszenną, a zamiast oleju kokosowego dodać masło.

Panie i Panowie! Mam zaszczyt przedstawić teraz Państwu gwoździa dzisiejszego wpisu – cudowny, rozpływający się w ustach, niesamowicie aromatyczny, nieziemsko czekoladowy Lava Cake!

lava cake

Składniki:
2 łyżki oleju kokosowego
70g cukru trzcinowego
56g gorzkiej czekolady bezglutenowej
1 jajko
1 żółtko
3 łyżki mąki bezglutenowej (w moim przypadku jaglanej)
szczypta soli

Przygotowanie:
1. Nastaw piekarnik na 200°C.
2. Posmaruj kokilkę (lub ewentualnie silikonową formę) delikatnie olejem i posyp cukrem.
3. Rozpuść olej kokosowy i czekoladę. Wymieszaj na jednolitą masę.
4. Ubij jajko i żółtko z cukrem i odrobiną soli.
5. Połącz masę czekoladową z jajkiem po czym dodaj mąkę. Mieszaj delikatnie.
6. Wstaw do piekarnika na 10-12 minut.Po wyciągnięciu z piekarnika odstaw na 10 minut.

Troszkę byłam sceptyczna, czy faktycznie czekolada wypłynie z ciasta jak powinna. Ale jakimś cudem się udało. Serdecznie polecam! Zjedliśmy z mężem na pół, ale i tak nas nieźle zasłodziło 🙂 Żeby nie mieć potem wyrzutów sumienia warto udać się na długi spacer. My akurat oboje byliśmy przed treningami, więc mieliśmy niezłego kopa energetycznego dzięki tej czekoladzie.

To tyle jeśli chodzi o gorzką czekoladę. W tytule mowa jest jeszcze o czekoladzie białej. Gdy zaczęłam pisać post nasz mały urwis zaczął domagać się pieszczot.

golden retriever

Mimo zmęczenia spowodowanego dzikim szaleństwem na wybiegu z innymi psiakami potrzebował chwili delikatności. I jak na (pewnie już 25-cio kilogramowego!) „malucha” przystało chciał władować się na kolana. Na szczęście udało się nam osiągnąć pewien kompromis – usiadłam z laptopem na kocu, a Bruno usadowił się obok mnie wtulając zmęczoną mordkę w moją nogę. Pisząc o gorzkiej czekoladzie spojrzałam na niego i stwierdziłam, że on też jest moim jesiennym bohaterem, który budzi mnie codziennie rano, wyciąga na spacer mimo mrozu i zadowolony po spacerze podaje łapy do wytarcia. Jest moją słodką (ale nieraz i bardzo gorzką!) białą czekoladą.

Ciężko byłoby mi wybrać pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Najlepszym rozwiązaniem będzie delektowanie się ciepłym czekoladowym ciastem wraz z naszym białym psiakiem u boku 🙂

a podpis

 

 

Follow

zBLOGowani.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...